Oddycham czerpiąc z zatrzymania chwili

Niechlujne życie, bez uwagi zogniskowanej na widzenie tego co ważne. Co posiadam. Co jest mi dane. Bez ignorancji. Bo przecież wiedza czy erudycja to nie to samo co mądrość.

Wypełniona po brzegi a tak pusta w istiocie.

Emocje jakim ulegam. Czy to źle? Przecież istnieją we mnie. Są oddźwiękiem jaki brzęczy i wyzwala we mnie…

Emocje. Są.

Czy żyjąc żyję prawdziwie czy też złudzeniem tylko? Czy zwracam uwagę na wszystko co się dzieje i doceniam możliwości jakie mi są dane w tym co się zdarza? Wszystko co mnie spotyka jest dla mnie. Tylko czy zauważę, zdecyduję, podejmę… A kiedy podejmę czy starczy mi konsekwencji i świadomości. Wytrwania. Siły. Miłości.

Czym jest szczęście? Celem, do którego dążę? Cel wytyczony moimi pragnieniami. Nałożonymi ograniczeniami, bo kiedy ich nie zrealizuję będę pozbawiona. Czego? Czy cel jest zawsze taki sam? Czy kiedy go osiągnę docenię? Czy raczej po chwili przestanie dostarczać. Bo jest tylko przez chwilę. Satysfakcją.

Bo przecież życie to tajemnica, której nigdy nie poznam. Wszystko się zmienia. Jest ciągłym procesem. I całe sedno dla mnie to droga. By w niej odnaleźć zawartość. Co liczy się bardziej niż ona?

Bo kiedy idę pozbywam się myślenia. Tych załogów, lęków, przyzwyczajeń. Patrzę widząc. Polne kwiaty na łące kołysane wiatrem, nad nimi pszczołę unoszącą się brzękiem. Rozkołysaną ruchem kaczek wodę z liśćmi wierzby zanurzonej w mokrą taflę jakby pragnienie gasząc.

Determinacja w dążeniu. By robić to co kocham. Bo to daje mi szczęście. Samo wykonywanie. Nie cel jaki być może osiągnę a być może nie.

Miłość i wrażliwość we mnie.

Pielęgnować chcę.

Każdego dziś.

 

Haju – Drugi brzeg (Nathis Blend)