Drażni mnie. Drażni mnie ogromnie moje własna bezradność. Mój świat zawężony znowu do wymiaru pokoju, odgrodzony od całości mieszkania zamkniętymi przez niego drzwiami.

Denerwuje mnie kurczenie się wszystkiego co ma znaczenie. Rośnie moja irytacja. Czuję się bardzo zmęczona. Przybita i pokonana.

Kłębek nerwów jaki ostatnio oplata moją osobę spowodował wreszcie, że uległam. Rozchorowałam się. Poza ciągłą obecnością zaprzyjaźnionego już bólu mam teraz jeszcze wirusa. Leżę pokonana chorobą.

Leżę pokonana moim życiem.

Jest mi tak bardzo źle. Wiele bym dała, żeby być dziś z kimś. Wtulić się w czyjąś obecność i choć przez chwilę zapomnieć… Wymazać pamięć i oddychać kimś. Móc nasycić się jego bliskością…

Wypełnia mnie dziś smutek.