Mam wrażenie, że rozpadam się na miliony drobin, z których część zmienia się w nicość z cichym pęknięciem. Niczym bańki mydlane… A inne żyją swoim własnym niezależnym ode mnie bytem.

Szacunek.

To słowo przylepiło się dziś do mnie i nie daje spokoju. Takie staroświeckie stwierdzenie. Mało nowoczesne… Coraz częściej znaczące nic. Ale czy tylko z tego powodu mam go do siebie utracić…

Dziś łzy smakują szczególną goryczą. Dziś ból wgryza się mocniej w trzewia. Dziś krzyk mnie ogłusza, bo krzyczę całą sobą… Czuję jak moja dusza rozpada się na miliardy odłamków…