Pada dziś… deszcz. Lubię deszcz. Działa na mnie zazwyczaj kojąco.

Uderza o szyby miarowym szumem, jakby chciał przypomnieć mi o swoim istnieniu. Woła tęsnknym rytmem. Uspokaja.

Wychodzę i natychmiast nasiąkam. Podnoszę głowę i zamykam oczy. Lubię czuć spływające po twarzy zimne krople zmieniające się w strumyczki. Lubię jak mnie głaszcze… dotyka środka duszy.

Obserwuję jak delikatne krople spadają szybując z nieba – stoję cała przytulona nim.

Ból siada gdzieś w zapomnianym kącie mojego ja. Dziś czuję ukojenie.

Podnoszę głowę i zachłannie chłonę czułość… darowaną mi z nieba…