Piszę dziś po cichu. Prawie szeptem.

Zawsze mam wrażenie, że kiedy wypowiem niewypowiedziane dotąd to jakbym nadała życie…czemuś co nienazwane mniej jest. Czuję się wtedy kreatorem rzeczy, które nie powinny nigdy widzieć światała dziennego. I mam do siebie żal.

Za każdym razem. Dlaczego więc wciąż powtarzam ten błąd?

Może powodem jest fakt, że ignorując istotę dotykających mnie spraw mam złudzenie, że ich nie ma. Ale to nieprawda. One nie rozpływają się we mgle… tylko dlatego, że próbuję ich nie zauważać.

Moje życie naucza mnie nieubłagalnie. Noszę w sobie piętno. Może nawet jestem swoistym magnesem z ogromną siłą przyciągania doświadczeń, których nie chcę. Gdybym miała wybór…

… dziś mogę pisać przez chwilę. Ale muszę to robić po cichu, żeby nie obudzić śpiących we mnie demonów.