Dotarłam do skraju. Przekroczyłam go. Byłam otoczona wszystkim od czego uciekam – szarością mojej optyki, która uległa zaciemnieniu.

Dlaczego wydaje nam się, że kiedy odchodzimy następuje koniec? Oczywiście każdy z nas ma jakąś wersję na potem… ale każdy boi się przejścia. Nieznanego, niezbadanego, obcego i bardzo niepewnego… Ja też nie jestem inna. Tyle razy powtarzam, że mam dość. A jednocześnie kurczowo trzymam się tego mojego mizernego bytu.

Wróciłam z odchłani. Kolejny raz mierzyłam się z silniejszym ode mnie. I choć jestem słaba i nie mam woli walki – jestem. Zaciskam szczęki i po jakimś czasie ten skurcz na moich wargach wygląda jak uśmiech. I tylko moja dusza wie, ile mnie to kosztuje. Przytula się do moich kości i próbuje wlać otuchę…

Ale obie znamy prawdę.