Jego dłonie na moich… nieoczekiwanie… jaki to straszny nietakt dla mnie. Ból nawet – o specyficznym czuciu. Palce wysztywniają mi się. Odsuwam ręce z nieopanowanym wstrętem. Nie idź, zostań – słyszę jego głos. – Pobądź ze mną.

Narasta we mnie złość. Dlaczego to mówi? Nie chcę być tak blisko niego. Chcę by oddzielały nas ściany naszego milczenia.

- Jesteś taka blada. Nie wyglądasz dobrze. Wszystko w porządku? – mówi on – Powinnaś o siebie bardziej dbać. Zrobię ci herbaty, dobrze?

Nie, nie wszystko w porządku! Nie mogę słuchać tej troski w jego głosie. Nie wzrusza mnie… wzbudza rozdrażnienie. Mam przesyt tej całej huśtawki jego zachowań… Najpierw wyrzuty i awantura, teraz to… Mój umysł znowu zatruwają myśli o niedobrym charakterze. Nie chcę ich. Ale są… Odwracam się od niego i idę do własnej zamkniętej przestrzeni. Nie chcę by ją naruszał.

Kiedy więc on kolejny raz łamie zasady i przekracza ustanowione granice znowu jestem jak wulkan w pełnym wybuchu… Już nie maskuję prawdziwych uczuć. Można je czytać jak otwartą książkę…

On patrzy na mnie i widzi wszystko, co chcę mu dać odczuć. Zadziwiony odchodzi.

Moja czaszka pęka pod naporem gwałtowności myśli…

…czuję ból.

Dlaczego nie mogę czuć nic?