Dlaczego tak silnie wiąże mnie słowo: „kiedyś”? To, które było i to, które będzie? Dlaczego nie jest dla mnie najważniejsze teraz – które jest? Tylko to, co teraz. Tak trudno mi żyć dziesiejszym dniem.

I choć bardzo tego potrzebuję…  nie potrafię. Ciągle planuję – niczym strateg – obmyślam swoje zachowania. Rozpamiętuję – chroniąc się przed błędami przyszłości… Zapewne nie pomaga, że żyję w miejscu zapomnianym… ja – nikt, w miejscu – nigdzie, o czasie – nigdy. Jestem czy mnie nie ma – bez różnicy. Bo ja to opowieść o dziewczynie, która zrealizowała swoje najbardziej mgliste marzenie z kiedyś – które było. Po to, by mając to wszystko uswiadomić sobie, że nie ma nic… poza wspomnieniami, które wprawdzie są jej częścią na zawsze. Ale nic i nikt na tym świecie nie jest w stanie sprawić, by – chociaż na chwilę z powrotem – stały się rzeczywistością… W takim wymiarze jaki miały tocząc się kiedyś. Ich ciężar gatunkowy ważony teraz – skarlał… Zatracił większość znaczenia.

Stoję teraz i ciągle patrzę w przyszłość. Rozważam czy krok, który właśnie chcę uczynić będzie tym właściwym… W moim miejscu – nigdzie, w którym już dawno nie chcę być. W moim czasie – nigdy, który zawsze jest zbyt wolny lub za bardzo się śpieszy. Ja – nikt, tak bardzo zapomniana. Przez siebie.

A jeśli jutra nie będzie? Jeśli w nocy zjawi się złodziej i ukradnie moje wszystko z kiedyś, które będzie?

Jeśli mojego jutra nie będzie… ?