Chyba nie uda mi się wytrzymać… nie daję już rady zmagać się z jego impertynencją. Chęcią udowodnienia mi na każdym kroku jak bardzo nasze światy różnią się od siebie. Manipulacja dzieckiem ( „…bo ja to bym ci powzwolił, ale wiesz, że mama się nie zgodzi”) powodująca zagubienie małego człowieka w bezwzględnym świecie dorosłych…

Dopiero teraz widzę z jakim kosmicznym, niedojrzałym chłopcem się związałam. Ależ byłam ślepa!

I te jego odzywki – „nie muszę się wtracać w wychowanie twojego dziecka, tylko potem nie miej do mnie pretensji, nie zamierzam przyklaskiwać twoim metodom i zawsze będę jej pokazywał, że mam inne zdanie” (konflikt – córka musi odrobić lekcje a nie ma na to ochoty, więc dobry tatuś stwierdził, że mamusia się nie zna i dziecka nie należy zmuszać do nauki, bo ono samo wie czego chce).Ot po prostu – znalazłem metodę, żeby ci dokopać. A że przy okazji dziecko cierpi – no trudno, taka ofiara.

Nie wytrzymuję już.

Zostało już tak niewiele czasu – może jak mocniej zacisnę zęby to dam radę…

…a może nie. Może nie warto oglądać się na inne czynniki i wreszcie rozwiązać ten cholerny problem o przypadkowej nazwie mąż.