Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że najgorsza rzecz jaka przytrafiła mi się w życiu to fakt, że widać przeze mnie. Bo jestem przeźroczysta. Tak przepuszczalna, że nie skupia się na mnie oczu. Wzrok innych – zwłaszcza jego – przenika przeze mnie…

…teraz widzę, że są rzeczy grosze. Nagła świadomość, że jestem. Istnieję. Ba, nawet czuję. Pewnie kilka lat temu wzruszyłabym się jego zainteresowaniem. Teraz jest mi obojętne…

 

Choć nagle dziś uświadomiłam sobie tak bardzo zaskakującą myśl. Nagle do mnie dotarło, że jestem na drodze do rozwodu. Kroczę nią i nie cofnę się. I poczułam taką ostateczność. Przytłaczające poczucie straty i porażki. Do tego stopnia, że musiam zatrzymać się na ulicy i zaczerpnąć mocno powietrza. Kilka razy. Chciałam kurczowo poczuć w płucach świeżość, ale nie mogłam. Tak jakbym była zawieszona w próżni. Nicości… Bez tlenu zupełnie. Jedynie z adrenaliną pulsującym rytmem rozlewającą się po moim jestestwie.

Jak bardzo straciłam. I teraz dążę do rozwiązania. Nagle przestaniemy być my. Zacznę być ja. Tylko ja.

I dlaczego skoro tyle lat jestem sama w małżeństwie i nie mogę liczyć na męża nagle poczułam stratę? Czego? Przecież nie chcę z nim być. Marzę o tym by się uwolnić od jego dręczącej obecności. Są takie chwile, że nienawidzę go całą sobą. Każdy jego pobyt w domu to dla mnie udręka…

Dlaczego więc czuję nagły strach? I ostateczność? I nie mogę oddychać? Duszę się…

…kosmate jestestwo przypomniało sobie o mnie. Rozwija swój byt we mnie, uaktywniając najgłębiej schowane we mnie uczucia. Przytulona ramionami strachu, schowana w jego oczach zapominam o racjonaliźmie. Żyły wypełnia mi klęska powodująca drżenie mojego człowieka.

Zagubionego w sobie. Choć świadomego, że podjął jedyną słuszną decyzję.