Pokonana…

jestem moją rzeczywistością. Przytłoczona. I taka mała się czuję. Jak piórko, którym bawi się wiatr… rzucając je w różne strony – w zależności od nastroju.

Kiedy mam wrażenie, że już będzie dobrze, bo przecież nagle los dał mi prezent, okazuje się, że to puszka Pandory. Otwarta przeze mnie zbyt wcześnie.

Nie mam siły. Chcę zasnąć. Bo kiedy śnię wszystko mogę, ze wszystkim sobie radzę i nie czuję bólu. Tego uporczywego skowytu duszy. Zamieszkującego moją jażń bez mojej zgody.

Emocje panoszą się we mnie i sprawiają, że nie umiem być logiczna. Przecież teraz powinno być łatwiej, kiedy już wiemy…

Dlaczego więc znów wspinam się pod górę?