Czy jeśli potłukę to co we mnie siedzi na najdrobniejsze szcząteczki, zmiażdżę na pył to przestanie boleć… czy dopiero wtedy odczuję każdy kawałeczek z osobna… niczym odłamki uwierające ostrymi konturami będą znaczyć mnie wewnętrznie… oddzielnie… Kiedy już uda mi się z mozołem osiągnąć ledwie stan zbliżony do równowagi, znów dzieje się coś co wybucha we mnie kaskadą emocji. Niepotrzebnych…

Najbardziej przeraża bezsilność…

… przed nią nie umiem uciec.