Zapomniałam już jak to jest. Czuć tą zapaloną w sobie latarnię. Rozświetlającą łuną całą postać. Nie do zatrzymania w sobie.

Jestem taka inna. Każde uczucie czy emocja we mnie jest jakby uwypuklona. Czuję szczęście. Rozpierające wewnątrz do tego stopnia, że nie mogę oddychać. Powodujące, że mam ochotę obdzielać radością każdą napotkaną osobę. Zrzuciłam z siebie tyle ciężaru, przytłaczającego ostatnio moją istotę. Czuję lekkość. Wreszcie ją czuję. Bez wyrzutów sumienia. Bez pastwienia się nad sobą. Bez roztrząsania.

Szłam dziś w słonecznym dniu do pracy i zachwycałam się pączkami delikatnie rysującymi się na gałązkach bzów. Roześmiana, pełna tańca duszy. Podszedł do mnie wtedy ktoś, wziął moje dłonie w swoje i powiedział :”dziękuję”. 

I tak mi z tym dobrze. Niech trwa.