Narzekam. Na siebie, na byt, na doświadczenia. Na to, że ciagle jestem testerem zachowań i wytrzymałości w rękach losu. Tego, który niezmęczenie układa na moich plecach wciąż nowe niechciane do dźwigania. Ale dziś przyszła do mnie myśl…

Ten kształt jaki ma moja dusza nie wziął się z chmur. Jest wyrzeźbiony przede wszystkim przez ciągłe podnoszenie się z kolan.

Dobrze więc, że tak wciąż mogę być poddawana tej swoistej tresurze. Bez tego byłabym inna. Może też umiałabym poruszać się tylko po utartych wzorach. Może przytakiwałabym jak większość i bała się myśleć. Może strach przed porażką byłby hamulcem. Może ryzyko przekraczałoby moje możliwości.

Jestem harda. Nie boję się stawiania pytań. Nie boję sie odpowiadać. Nie boję się doświadczać. Nie zadawala mnie teoria. Lubię mierzyć się z praktyką. Chociaż czasem łączy się to z bólem. Chociaż czasem mnie przerasta.

Lubię ten rys charakteru mojego wnętrza. Osiągnięty przez nadmiar zdarzeń.

Bo to dzięki temu jestem taka właśnie.

Niepokorna.