Jestem w środku. W samym środku siebie. Czuję chłód, otacza mnie ciemność… ale jest na swój sposób bezpiecznie. Wokół mnie rozciąga się stelaż mojego człowieka złożony z kryształów. Mienią się milionami kolorowych refleksów w świetle moich oczu. Są… piękne – narosłe kształtami brył. Nieskończenie zachwycające swoją strukturą. Twarde i kruche jednocześnie. Ostre. Nastroszone.

Pomiędzy nimi przesypuje się moja dusza – niczym piasek w klepsydrze zamknięty. Zdeterminowany kierunkiem ruchu jednostajnego. Wciska się w dostępne szczeliny, jakby unikając widoku. Dusza. Cicha, mało widoczna, zastyga przez chwilę w jednym punkcie i wtedy widzę jak czas przestaje mieć znaczenie. Ta pętla zakręcona – przeszłość, przyszłość, teraźniejszość. To tylko jedna krzywizna… z wielu równoległych.

Jestem w sobie schowana.