Święta teraz. Tak inne i tak pełne dobrych emocji. Mój powrót do korzeni – czas wypełniony ciepłem i otuleniem rodziny. Ludzi, którzy zawsze ze mną są – niezaleznie od tego co zrobiłam, jak się zachowałam, czy odpycham, czy przyciągam… Po prostu są. Zawsze. Bo kochają prawdziwie. Bez tłumaczeń na brak czasu czy zaangażowania.

Zwyczajnie są przy mnie, dla mnie, ze mną – zawsze. To takie niezwykłe.

Nie wiedziałam, że tak tego potrzebuję. Zwykłej akceptacji i tylko bycia ze mną. Takiego niewyszukanego. Bez komentarzy. Pełnego innych wartości. Prawdy. Ciepła, spokoju i pewności. Tej troski jedynej w swoim rodzaju – dającej poczucie bezpieczeństwa i bycia we właściwym dla siebie miejscu. Ogrzania wnętrza. Podania tej herbaty dla mojego ja w środku, która tak znakomicie rozgrzewa i daje poczucie, że jestem komuś jednak potrzebna, bo beze mnie świat byłby inny.

Święta z powrotem mojej tradycji zapamiętanej z lat dziecinnych. Inne od tego czego doświadczałam w dorosłym życiu. Rodzinne, wypełnione śmiechem, przygotowaniami, ale przede wszystkim przeżywane razem. Cudowne. I uśmiech mojego dziecka z jej wtuleniem we mnie i powrotem do błękitu w spojrzeniu.

I śnieg. Puszysty, biały, bajkowy spadający z nieba wielkimi płatkami…

Mój spokój.