Myślę o sobie i odzieram siebie z kolejnych uczuć. Jedno po drugim zdejmuję – jakby ciążyły moim plecom. Już nie umiem… Przebieram palcami i łapiąc jedno po drugim zrywam. Chcę zostać bez nich. Pusta. Niech nie boli. Ta ja co w środku schowana tkwi. Niepotrzebne mi to. Niepotrzebne czucie.

Nie mam dla siebie czułości, nie mam zrozumienia. Jestem pełna rozczarowania. Braku siły. Zastanawiam się ile jeszcze zniosę. Bycia ze sobą taką słabą. Nie mogąc znaleźć wyjścia z sytuacji. Wciąż niekompetentna do istnienia.

Gdybym mogła siebie nie czuć. Gdybym mogła wypełnić siebie pustką. Gdybym mogła być nie będąc.

Moje oczy wciąż zasłonięte. Moje nogi związane. Moje ciało bez możliwości ruchu. Mój umysł tylko wciąż wypełniony kaskadą myśli niepohamowanych.

Mam w sobie tyle czucia – wciąż. Zdejmuję i zdejmuję a ono wciąż wbite we mnie jest. Niezmiennie.

Bezsilna i niewarta. Myślę, że jestem. Jestem po to, by bolało. Bardziej. Mocniej. Dogłębniej.

Ja wciąż dla innych.

Nikt dla mnie.