Patrzę na ziarenka piasku. W klepsydrze. Przesuwają się miarowo w jednym tempie, odmierzając moją egzystencję.

Czekam. Wciąż na coś czekam.

Na coś co się wydarzy wokół mnie i będzie mnie dotyczyć. Tak do samych krańców nerwów. Co pozwoli mi zaistnieć.

Czekam. Wciąż…

Patrząc na dłonie. Widzę jak wszystko czemu nadałam wartość przepływa pomiędzy moimi palcami i niknie. Jakby nigdy nie było. Złudzenia tylko. Jestem nimi przesiąknięta na wylot.

Tak łatwo wierzę. Wciąż odporna na wnioski. Wciąż ślepa na prawdę. Czekam…

Wstaję i odwracam klepsydrę.

Czas znów płynie…

między moimi palcami.