Żyletka w mych palcach. Jest. Prowadzę dłoń delikatnie, niezauważalnie. Zadziwiające jak łatwo. Bezboleśnie. Bez czucia.

Dlaczego nie mogę w ten sam sposób wyjąć z mózgu myślenia. Mojej głębi. Tej we mnie zakorzenionej.

Tkwi.

Anioły, demony we mnie. Są. Zawsze jedną armią. Już sama nie wiem, gdzie mi bardziej po drodze. Iść. Ta ścieżka zatarta nie prowadzi do gdzieś. Bez celu. Bez siebie. Oderwana od wszystkiego co ważne. Dla mnie.

Jestem.

Jestem?

Oderwana od siebie żyłam. Odnalazłam, by zgubić zaraz potem. Wciąż nieodkryte, nienazwane, pełne ukrycia żyją…

Moje oczy są pełne szklistego grafitu. Bez widoku na dalej.