Nietykalność. Własność. Pewność.

Granice muszę wytyczyć znów od nowa. Nie szukając usprawiedliwień. Nie myśląc o zalewającej mój umysł agresji. Przenieść się do krainy wnętrza i tam dopiero szukać równowagi. Uśpić wściekłość. Wyplenić ścieg po ściegu zaszywający moje wnętrze złością. Czarną otchłanią skąd tylko krok do zła we mnie. Tak łatwo po nie sięgnąć i z mściwą satysfakcją czekać. Na spełnienie. Niech się stanie…

Stawiam dla siebie klatkę w umyśle. Wiążę się do jej prętów. Ogłuszam na siłę myśli. Resztki sumienia krzyczą we mnie. Rozpaczliwie prosząc posłuchania.

Moje ciało działa jak odłączone od stanu świadomości. Adrenalina przepływa lawą w żyłach. Pobudza…

Krzywda. Ból. Wściekłość. Mrok. Szaleństwo.

Zapomnij.

Wyjmuję więc powoli ostrze z dłoni. Choć nadal nęci upojny smak jego użycia.  Porzucam ten świat.

Kroczę po innym szukając kolejny raz zrozumienia. Szepcząc zaklęcia krzykiem roznoszone przez echo mojego umysłu.

Zapomnij.