Jestem dziś przytłoczona.

Patrzę w oczy mojego Boga i zadaję pytania. Ale nie ma między nami synchronizacji czasu. Nie dostaję odpowiedzi. Czekam niepogodzona. Na skutki.

Ciągle mi daje i daje. Mój los te swoje dary. Z wrednym spojrzeniem w uśmiechu. Pan tego świata co mnie sobie upodobał. Z jakiegoś powodu. Oblubienica, wybranka testowana z uporem. Na wytrzymałość.

Kostki moich dłoni pogruchotane od uderzeń. Niech boli. Niech wgryza się bólem w ciało. Niech nim krzyczy.

 

Ból jednak nie tłumi.