Ja schowana przed światem. Jestem. Nie chcę, by mnie dotykał. Nie chcę go dotykać. Niech zniknie.

Rozwijam nić, która jest moim znacznikiem drogi wyjścia z labiryntu. Nie napina się – oderwana od punktu zaczepienia. Zmęczona chcę odpocząć. Już mnie bolą stopy od tego chodzenia w kółko po tych samych śladach… Męcząca dla siebie. Niezrozumiała dla innych.

Ja schowana przed światem. Niech mnie nie widzi. Niech nie dotyka ciągle. Szukam wciąż znaczeń tam, gdzie nieistotne mieszka. Nie mogąc trafić na sens.

Zbieram i zbieram, wciąż podnoszę nie po to, by czerpać. Kiedy bowiem patrzę na uskładane nie znajduję nic. Nie ma. Nie istnieje.

Tak jak ja.