Pozwalam sobie

w pełni świadomie

tracić kontrolę w moim umyśle.

Strumień znaczeń

płynie, odtwarza się

wyświetlając film w mojej głowie.

Nieprzerwanie.

Bez interpretacji.

Niszczę sztywny schemat mojej istoty

zakuty w muszę.

Niszczę powinność.

Wodzę się na pokuszenie

czuciem wolności.

Destrukcja mami mnie słodyczą odkrycia.

Nie ma we mnie pokory.

Nie ma historii opowiadanych latami innymi ustami.

Jestem tylko ja

spotkana ze sobą

na drodze pełnej schodów.

Wspinam się po nich w dół do krainy pełnej takich jak ja.

Pustookich.

Bezskrzydłych.

Z zasznurowanymi ustami.

Krzyczących istnieniem.

W nieistnieniu.

Szukających na próżno własnego odbicia w lustrze duszy.

Brak go

dla takich jak ja.