W lustrze oczu przejrzałam się ostatnio. Jednego, drugiego i jeszcze innego kogoś. Zobaczyłam odmienną siebie.  Jak różna jestem w zależności od materiału, który mnie odbija. Jak inaczej widzą mnie ci, którzy na mnie patrzą… każdy jeden myśli, że mnie rozgryzł. Zawłaszczył w jakiś sposób. Ale kiedy zajrzy głębiej jest zdumiony. Jak bardzo się różnię od pierwotnego odbicia. Jak jestem swoja i nie do zdarcia, choć wciąż ktoś wystawia mnie od nowa na badanie. Wytrzymałości.

Nie jestem jednak dla rozrywki cudzej. Żyję dla swojej zabawy. Tylko. I kiedy przestaje mi odpowiadać odwracam się wreszcie na pięcie i odchodzę. Bez żalu. Że minęło. Choć wcześniej biłam się o każdy haust powietrza w tej przestrzeni…

Budowanie ufności jest trudne. Taka syzyfowa praca z gatunku tych właściwie nierealnych. A jednak czasem dzięki niezłomności i wierze udaje się je wytworzyć i powierzyć. Takie otwarcie drzwi powoduje, że kiedy nacisnę tą klamkę i wpuszczę kogoś w siebie tak daleko zaczynam pokazywać siebie. Bez upiększeń, bez osłonek, bez zagrożeń z tą pewnością, że zrozumie. Bezpiecznie, bo nie skrzywdzi.  A kiedy wydarzy się coś co naruszy tą delikatną strukturę już nie da się jej odbudować. Nigdy. Zawsze zostanie rysa, która będzie uwierać niewygodą.

Nie da się zmienić innych ludzi. Ale można zmienić siebie i swoje spojrzenie. Najwyższy czas przestać angażować się w rzeczywistość, która nie istnieje. Od zawsze była tylko mgłą, która spowijała oczy i powodowała, zmianę optyki.

Ludzie potrafią budować zmyślne konstrukcje kłamstw, by tylko zdobyć to na czym im zależy. Choć tak łatwo było by po prostu powiedzieć prawdę.

Ale do tego należy nie tylko się nazywać. Do tego trzeba być człowiekiem.