Ja obleczona w zło tego świata. Nosząca w sobie piętno jego oblicza.

Czuję się czasem jak trędowata dla wszystkich, na których dotyku mi zależy. Omijana szerokim łukiem ich kroków. Z każdej strony. Ogłuszona ciszą ich słów. Nigdy nie wypowiedzinych. Naga od zetknięcia z ich oczami, które na mnie nie patrzą.

Obdarta z reszty poczucia siebie przez ich słowa. Które ranią niczym sztylet. Wbijając się ostro w mój mózg świadomością. Uzmysłowieniem bycia jak żaden nikt, a nie jak wyjątkowy ktoś.

Niech boli do krwi. Niech czuję.

Niech zrozumiem.

By zawsze wiedzieć.