Samowystarczalność. Jest taka trudna. Zwłaszcza wtedy, kiedy pragnie się tej wyjątkowej bliskości w obecności.

Uczę się siebie wciąż. Chcę zrozumieć i czasem czuję zdumienie. Stoję pokorna wobec własnej małości. Sięgam po odłożone. Ale nie zanajduję nic. Jak różnie widzę w zależności od punktu w jakim się znajduję.

Idę do przodu stawiając kroki i nie zauważam, że lód po jakim stąpam powoduje, że zsuwam się wstecz. Do kolejnego punktu wyjścia. Od poczatku.

 

Czy to droga do szczęścia?

Nie potrzebować nikogo. Nie dawać i nie otrzymywać.

Być tylko dla siebie.

Samowystarczalną.