Chodzę dziś dźwiękami nut fortepianowych po nieboskłonie moich myśli nieuczesanych. Brodzę w nich po kolana unurzana. Poddają się mojemu dotykowi jakby były trawą targaną wiatrem. Układają się dywanem po horyzont rozumu. Oświetlany prawie pełnią księżycowego uśmiechu tylko dla mnie. Na bezchmurnym granacie aksamitu rozlanego.

Daję sie objąć muzyce, płynąć jej po moim wnętrzu pozwalam. Zamykam oczy i widzę dopiero wtedy.

Jak bardzo mi brakuje prawdy.

Emocje tlą się ciepłym ogniem w kominku mojej duszy. Czasem. Są. Żywe niczym płomień.

A czasem spalają mnie. Zostawiając w żyłach popiół, tam gdzie jeszcze niedawno było. Tętno.

Dźwięk cudownie koi brak. Nuty przelewają sie po pustych korytarzach mojości cielesnej i duchowej wypełniając dotykiem moją potrzebę. Odczuwania.

Przytulona od środka po podszewkę może zasnę… by snić. Marzenie nigdy niespełnione.

O prawdziwym znaczeniu.