Zadziwiające jak ludzie sobie bliscy potrafią stać się dla siebie obcy… Nagle. Bez powodu lub nawet z powodem.

Może to dlatego, że bliskość jaką stworzyli między sobą była w rzeczywistości zdecydowanie bardziej odległa niż im się wydawało. A może po prostu nie umieli być z kimś po przekroczeniu tej własnej jedynej strefy swojości darowanej komuś. A może zbytnio cenili jednak własność siebie i nie umieli jej ofiarować komuś całkowicie.

Ta cienka granica dzieląca miłość i nienawiść. Przekraczana czasem niezauważalnie. W miejscu, z którego nie ma już odwrotu.

I tak boli, że było się z kimś tak obcym całkiem i odarło się dla niego własna duszę…

Po nic.