Czuję w sobie głód. Spotkania prawdziwego człowieka.

Nieoznaczonego linkami marionetki. Sterowanej przez nijakość.

Świadomego siebie. Zbudowanego z własnego rozumu. Buntownika. Nie szukającego usprawiedliwień i ułatwień.

Kogo nie trzeba prowadzić za rękę, bo dawno już opuścił Nibylandię, by zamieszkać w realnym świecie.

Kogoś, kto czerpie pełnymi garściami i nie boi się sięgać po mało realne.

Pełnego intensywności jak ja. Określonego w całym istnieniu.

Tęsknię do braku kłamstw. Do bytu, w którym wypowiadane słowo ma świadomość, że nazywa.

Chcę czuć prawdziwie. Zatracić się zupełnie.

Chcę życia wypełnionego wrzątkiem – pasją, namiętnością, prawdą.

Nie chcę wygody i zdjęcia odpowiedzialności.

Chcę czuć każdą komórką, że oddycham.

Gdzie znajdę tego człowieka?

Gdzie jest ten świat? Którego tak mi brak.