Z uśmiechem na ustach

odrywam skrzydła

motyla.

Jedno po drugim

wirując w tańcu

odpada.

Nie czuję bólu. To ulga.

Chowam się w kokonie.

Gotowa

na szczęście

wyjdę

i rozwinę moje skrzydła

anioła.

Utkane z czarnych piór

olśniewające

brakiem naiwności.