Przyjęcie pomocy. Jest trudne dla mnie. Nie oznacza przecież, że zawiodłam. To znak, że nie jestem sama. Dlaczego więc tak trudno jest mi skorzystać z wyciągniętej dłoni.

Zaciągniety kredyt… do spłacenia. Brak mi wiary w bezinteresowność w dzisiejszym świecie. Nauczona roszczeniami do spłacenia. Wątpię.

Złe wybory jakich dokonuję. Przy prawie do błędów, na których powinnam się uczyć. Prawa, odpowiedzialna, poukładana. Taką lubię się widzieć. Jednak patrząc w lustro widzę inną siebie.

Nauka jaką pobieram od życia czyni mnie pozbawioną iluzji. Może dlatego czasem pozwalam sobie na naiwność. By nie dusić się samym realizmem. By przez chwilę pozwolić sobie być grzesznicą. Dla lepszego smaku. Płacę więc potem wysoką cenę z samej siebie.

Tęskniąc za normalnością, która nie istenieje.