Pragnąc niemożliwego

buduję domki z kart

na piaszczystym podłożu.

Chcąc nie tracić wiary.

Moje ciało zawieszone w przestrzeni

przydrutowane do powietrza wokół

unosi się w bezładzie.

Dookoła mnie pajęczyna utkana z drucianej osnowy

niczym kokon

bez poczucia bezpieczeństwa.

Pustka i nadmiar jednocześnie.

Mnie samej.

Czucie i brak wrażliwości jednocześnie.

Mnie samej.

Nie gubię sie jednak,

nie krzyczę, nie miotam.

Stoję spokojnie i przygladam się sobie

z ciekawością obudzoną.

Czekaniem.

Rosnie we mnie jakość siebie.

Chcę smakować

raz jeszcze, kolejny.

Biorę więc jabłko grzechu

i gryzę ze smakiem.

Dla czucia życia.

Odrodzona.