Zadrutowałam drzwi

wcześniej wyrzucając klucz do nich.

Zabiłam okiennice.

Zamknęłam ściany swojego człowieka

schowana w nim

przed światem.

Nie chcę, by obcy ktoś

mnie otwierał

i swą madrością namaszczał mi głowę.

Niech odejdzie,

nie puka, nie dzwoni -

nikogo nie ma w domu.

Przechadzam się po zielonych bezdrożach

mojej duszy

rozkwitłej w innym wymiarze.

Tak łatwo zejść z własciwej drogi.

Spacerując po manowcach.

Tam czekam,

aż mnie znajdziesz

i odkryjesz

ze mną pasję życia.

 

Utoniemy

w bezmiarze

siebie wzajemnym.