Wcieram balsam w moje ciało i zastanawiam się. Dlaczego nikt nie wynalazł kosmetyków dla duszy? Żeby ją uelastycznić niczym skórę. Przez chwilę dopieścić dotykiem i poczuć jej komfort. Dać możliwość lepszego, bez suchości wypalenia.

I jeszcze jakiś krem do peelingu mózgu. By zetrzeć wszystko co niechciane. A potem ładnie wygładzić odsłoniętą nową warstwę gotową do zapełnienia. Od poczatku.

Bez istnienia zaskorupiałego…

Pojawia się wtedy nowe, piękne, radosne.

Kosmetyki dla wnętrza pilnie poszukiwane!