Obojętność. Chcę ją w sobie mieć. Dokarmiać na bieżąco. Dbać o nią opiekując się troskliwie. By rozrosła się we mnie całej i wypełniła przestrzeń w mojej skórze. Od samego środka do całego zewnętrza.

Wiem. Puste całkiem jest. Wiem. Trzeba zostawić, by nie ciążyło. Nie dławiło brakiem oddechu.

Wiem.

Teraz muszę się więc skupić na hodowli. Zwierzątka małego jeszcze we mnie, które właściwie odżywione spowoduje, że przestanie mi zależeć. Przestanie być.

Uwolni.

I kiedy poczuję tę pewność, że nie ma…

uśmiechnę się.