Nie lubię tego uczucia kiedy się budzę. Kiedy nagle moja świadomość ma głos. Wyraźny i pełen określeń dokończonych. Nie ma miejsca na niedomówienia, niedookreślenia, półbarwy. Jest tylko pewność.

Świat zatraca wtedy półcienie i paleta barw staje się zero-jedynkowa: czarny i biały. Nic więcej.

Wymaga dokonania wyboru. Świadomie.

I tylko gdzieś w cieniu żeber pojawia się kolec. Powoduje ból.

Wiem kiedyś wyblaknie. Pokryje go mgła.

Kiedyś wszystko wróci do normy.

Kiedyś…