Sumienie.

Czy jeszcze istnieje w dzisiejszym świecie miejsce w naszych ogłupionych mózgach do jego funkcjonowania? Czy zapala się jego czerwona lampka kiedy postępujemy niegodnie? Tak się zastanawiam ostatnio nad tym wyblakłym ze znaczenia słowem.

Nasza egzystencja teraz, tak wyprana z najistotniejszych elementów bytu. Wmawia się nam czego potrzebujemy do szczęścia. Odkrywa nasze potrzeby – tak jakbyśmy sami byli nieświadomi, pogrążeni w letargu i czekający tylko na gotowe recepty. Wymagamy powiedzenia nam, że chcemy tego czy innego artukułu. Potrzebujemy określonej liczby „lajków” by poczuć się cool i w pełni wypełnieni zajebistością swojej istoty. Bo skoro tyle kliknięć na stronie było to nie mogę być nikim. Nieważne jest co mam w głowie. Istotne, że mam najnowszy model smartfona.

Odgrodzeni od siebie wirtualnymi bramkami, czytnikami, słuchawkami, tabletami… zastanawiam się co by się stało gdyby ktoś wyłączył ogólnoświatową wtyczkę od prądu. Kataklizm na miarę końca świata. Zagubienie, płacz i zgrzytanie zębów ze strachu, bo jak tu żyć… Łatwość zawierania kontaktów w świecie wirtualnym i kompletne zagubienie w realu.

Co to ma wspólnego z sumieniem? A no ma. Bo zapadamy na ogólny rodzaj znieczulicy. Nie zwracamy uwagi na świat wokół nas – kogoś kto zasłabł na ulicy (pewnie pijany), kogoś kto prosi o pomoc zakrwawiony (nie chcę się mieszać), kogoś kto jest bity na naszych oczach (nie chcę mieć kłopotów), kogoś kto prosi o wsparcie (nie mam czasu, ochoty, chęci, pieniędzy). W naszych mózgach działają schematy postępowania, utarte ścieżki zachowań rutynowych – nic nie może ich zakłócić, bo to rodzi niewygodę: jeśli zatrzymam się przy tej osobie i jej pomogę spóźnię się na tramwaj, do domu przyjdę spóźniona i zakłóci to rytm dnia. Spowoduje swoisty dyskomfort, rozregulowanie trybików, konieczność podjęcia dodatkowej decyzji. Po co? Skoro nikt nie reaguje ja też nie muszę. I z głowy wyrzucam wracając do cyfrowego przekazu zero-jedynkowego.

Tak działamy zatopieni w elektronicznej sieci powiązań sterowanej coraz mniejszą ilością przycisków. Także w naszych głowach. Wypranych coraz bardziej ze współczucia, chęci pomocy, empatii, wrażliwości czyli tego wszystkiego co jest miarą człowieczeństwa. Zgodnie z planem zaczynamy stawać się zdalnie sterowanymi jednostkami skoncentrowanymi tylko na tym by zaspokoić kolejną odkrytą w nas potrzebę. Posiadania gadżetu. Trybiki w mózgach reagują zgodnie z odruchami psa Pawłowa. Nakręcane robociki z oliwionymi reklamami trybikami.

I tak się właśnie zastanawiam czy sumienie ma możliwość przekrzyczeć się przez ten kolorowy świat swoim niemodnym charczeniem w mózgu?