Rozwarstwiam siebie

dzieląc każdy włos na cztery

myślę o tym,

jak pozwalam

na ucieczkę czasu

sobie.

Jestem

prowizorycznie

stwarzając coś

czego nie ma.

Nie funkcjonuje.

Obracając w dłoniach

setny raz obrazek,

w którym

brak widoku

na lepsze.

Bez zachowania perpspektywy

namalowany

ślepcem.

Wiem.

Czuję potrzebę

zaprzestania.

Sprzedawania duszy diabłu

bez cyrografu.

Biorę więc przestrzeń

po jakiej się poruszam

w swoje ręce

i zakrzywiam jej trajektornię.

Według mnie.

Patrzę na siebie teraz.

Z uśmiechem.