Mam myśli niepoukładane w sobie. Biagają w mojej głowie robiąc hałas. Nie dają się skoncentrować. Czekam chwilami aż obudzi się ze snu i zobaczy, że jestem. Wypełniona chęcią wyrzucenia ze swojego życia nieustannej obecności słowa sama. Moje czucie pozbawione zgody na dawanie. A może to raczej obrona przed ofiarowaniem przez kogoś dla mnie. Ten strach, że zaboli. Tak silny, że zatrzymuje mnie w pół kroku. Zmieniam kierunek, bo tak łatwiej. Choć puściej w byt…

I nie umiem poddać się zawierzeniu. Sobie. Intuicji kierującej mnie w miejsca tak chciane, potrzebne, wytęsknione… pełne obawy, że zginę. I znów będę potem wyciągać szpilki spod paznokci by nie bolało tak…

Nie umiem poddać się… zbyt wątpię…