Dziś tak inne od wczoraj. Z ostrością widzenia wreszcie. Bez smutku.

Czuję jak spadło ze mnie. Uwolniona…

Chyba już dawno wiem. Uświadomiona podskórnie. Głęboko w sobie. Uspokojona potwierdzeniem.

Dawno, dawno temu, daleko, bardzo daleko stąd żyłam w przeświadczeniu, że każdy kolejny krok skraca dystans. Do tego co dziś jest. Przekroczyłam tę rzękę, choć wchodząc do niej wiedziałam, że to źle. Nie powinnam…

Teraz chcę tworzyć. Prawdę o sobie.

Nie chcę już gry. Twarz boli mnie od nieustannego dotyku maski.

Mam dość tych wszystkich marionetek prowadzonych na sznurku strachem. Bez odpowiedzialności… żyjących w Nibylandii z tym dziwnym przekonaniem, że to rzeczywisty wymiar świata…

Chcę człowieka.

 

Wyginęli dzieląc los wszystkich zagrożonych gatunków?

Nie sądzę.