Są takie dni kiedy jestem. Wypełniam je swoim istnieniem tak, że trzeszczą w szwach. A ja z poczuciem właściwego sięgam nieba. Aż pęcznieję z radości ze zwykłego faktu. Który uskrzydla.

I są takie dni kiedy wcale mnie nie ma. Chociaż można mnie dotknąć, zobaczyć mój uśmiech czy porozmawiać ze mną. Jednak mnie nie ma wtedy. Tak bardzo jak to tylko mozliwe. Odczuwam sobą nieistnienie. Dla tego co tu. Bo jestem gdzie indziej, gdzie zwykłam się błąkać, aby odetchnąć.

Gdzie nie muszę udawać.

Mogę wszystko.

Nawet kopać w tą ścianę do bólu stopy.

I nikt się nie dziwi.

Bo mi wolno.

Być sobą.