Myśl ta przychodzi do mnie czasem i nie daje spokoju w moim umyśle… To nawet nie jest pytanie tylko określona świadomość. Istnieję. Jestem. Wypełniona tkanką, którą poruszają trybiki mojego mózgu. Jednak czy ciałem tylko jestem? Z jego doskonałą strukturą działającą według mistrzowsko wymyślonego schematu stworzenia? Czy jego idealność w zazębianiu się wszystkich kółek funkcjonowania polega tylko na fizyczności? Nic więcej?

Dusza… czym jest? Jak wpływa na mnie? Tak mnie zastanawia czy jej kształt jaki w sobie noszę określa tylko moje jestestwo jako człowieka? Czy jest to składowa doświadczeń wielu pokoleń przede mną? Czy mam w ogóle jakiś wpływ na jej szlifowanie? Czy odciskam na niej swe linie papilarne i zostawiam ten rys dla przyszłości jaka po mnie nastanie?

Sens istnienia. Myśl powstała tak dawno jak tylko człowiek nauczył sie werbalizacji swoich potrzeb. Dawniejsza nawet… może była samym początkiem, przed aktem stworzenia jeszcze. Z niej się wszystko bierze i określa. Jednak czy istnieje odpowiedź…

Kim jestem – ważna kwestia dla mojego człowieka. By poczuć w sobie swoje znaczenie. Określoność, umiejscowienie w czasie i przestrzeni. Jednolite, jednoznaczne. Do lepszego samopoczucia… ale nierealne do prostej odpowiedzi. Do istnienia odpowiedzi w ogóle.

Dla mojego pojedynczego człowieka określenie sensu egzystencji to swoiste uzasadnienie. Całości bytu – z funkcjonowaniem duszy i ciała. Jednak jestem w ciągu następujących po sobie zdarzeń. Wszystko było przede mną i wszystko będzie po mnie. Sekwencyjnie. Metodycznie. Równolegle. Wielowymiarowo. Nie ogarnę całości tego wielkiego istnienia. Nic nie znaczę. I znaczę wszystko. Ja – element całości. Wczepiona we wszechświat w tym miejscu.

Będąc wszystkim i będąc nikim. Łączę w sobie elementy przede mną i po mnie następujące. Spajając w ciągłości przestrzeni i czasu.

Będąc wszystkim i nikim.

Jestem.