Tęsknoty

trzymane na smyczy…

z siłą wodospadu

zalewają mnie

kaskadą pragnień.

By ugasić

tę palącą potrzebę.

Mojego ciała.

Zmysły

mamione namiastką…

W wytłumieniu

trwając

tyle czasu

wybuchają głodem.

Bez zaspokojenia.

Spalona słońcem ziemia

mego ciała

czeka

nawilżenia…

Kiedy zbliżę usta

do źródła ożywczego

i pić będę.

Zachłannie.

Gasząc pragnienie…

Do zaspokojenia.