Zanurzam sie w zieloność żaglówką swojej osoby. Trawa łąki głaszcze stopy zimnym dotykiem dnia jakby chciała dać mi ukojenie. Wiatr szarpie kropki na sukience niczym żagiel.

Oczy błyszczą mi niebieskim błękitem. Pełna po brzegi jestem. Po końcówki nerwów czuję…

Drzewa opuszczają głowy schowane w jeszcze zielonych kapturach koron, w których widać już pierwsze przebłyski żółtego koloru. Ich serca pełne uczuć, puste w świergot ptaków, schowane głęboko pełne śpiewnego szeptu wiatru czeszącego im włosy. Nawołują. W korowodzie mnisich postaci pochylonych pokazują… swoim silnym pięknem i pokorą w trwaniu…

Idę szukając spokoju, skupiona, patrząc na lot ptasich sylwetek. Instynktownych. Od wieków znających swój cel. Bez przyczyny…

Zabłąkany motyl, jeszcze z ostatniego tchnienia lata, siada mi na sukience zatrzymując mnie w pół kroku. Prostuje skrzydła. Cieszy oczy nagromadzeniem delikatnosci i jakiejś czułości jaką we mnie budzi. Umyka znienacka spłoszony nagłym podmuchem wiatru. Och, ten wiatr co swawoli nie mając powodu… Pająk obok pogrążony jest w misternej pracy tkacza rozpinając pieczołowicie nitki przędzy na gałązkach krzewu. Nie lubię pająków w ich postaci kosmatej. Ale zawsze pełnia podziwu we mnie jest i zachwytu nad pajęczynami i precyzją ruchu owada. Tak doskonałą.

Chmury pędzą w nieznane rozbrykanymi ciemnymi obłokami jak stado źrebaków… na tle szarosci nieba.

Piekno wokół mnie.

Piękno we mnie.

Niech trwa.

Nikłym jeszcze zalążkiem.

Ciszy.