Stoję nad przepaścią i patrzę przed siebie. Przestrzeń obejmuje moje oczy.

Mózg krzyczy ostrzegawcze komunikaty pełne złudzeń.

Odrzucam łańcuchy wrośnięte w żebra.

Opadają z łoskotem.

Nie słyszę. Czuję tylko.

Czuciem siebie wokół.

Rozkładam ręce i robię krok do przodu.

Spadam.

Nie ma nic.

Żadnej przyczyny, wariantu czy możliwości do rozwinięcia.

Moje serce zaczyna oddychać.

Oczy widzą.

Całość.