Idę dziś po cichu.

By nie spłoszyć

cichego śpiewu ptaka

ukrytego w trawie

układam stopy delikatnie.

Zasłuchana patrzę

na linię horyzontu

zamykającą moje pole widzenia.

Jednak wiem przecież

że dalej jest.

Poza moim zasięgiem wzroku

żyje.

Choć nie widzę.

Zmęczona pełnym czasem

minionych dni

wypełnionych smutnymi oczami

innych

wiem.

Teraz istnieję.

Limitem życia

wyznaczonym.

Jak każdy

bardziej lub mniej.

Jeszcze tyle chcę…

pozwól mi

nie patrzeć.

Być.