Spotykam uważne spojrzenie jego oczu. Zatroskane dziś. Rozumie…

Odsuwam jego skrzydła ze złością. Jakby był winien.

Ktoś przecież powinien…

Znów słyszę szelest piór. Obejmuje mnie ponownie chroniąc przed światem.

Wtulam twarz w biały puch, drgają mi ramiona…

Niech nikogo dziś nie będzie.

Kiedy umierają anioły na ziemi

nie chcę oglądać ludzi.