Mój anioł jest teraz przy mnie stale. Jakby nie miał co robić i przyszedł zabić czas ze mną… w trwaniu. Ale wiem przecież, że czucie nas łączy jedno… i że jest tu dla mnie. Tylko.

Spowita muslinem dotyku jego piór jestem. Nie wierzę w znaczenie słów jakie do mnie kieruje. Głębokim spojrzeniem oczu… Sekretny język jego mowy powoduje drżenie w mojej duszy. Naznaczonej wypalonymi symbolami słów. Bo choć głuche są moje uszy serce wie…

Wnika we mnie swą istotą i jest. Jakby jego natura stworzona dla mnie była. Od początku… Jego czy mojego? Bym odkryła wewnętrzne widzenie jego oczu. Przez to czucie, jakiego dotyk wymijam w sobie, by zbyt blisko nie był. Strumień połączenia między nami. Przenika z łatwością wszystkie warstwy jakby deszczem był co nasącza ubranie i dociera głebiej. Do sedna. By w nim objąć całą moją kruchość. Przytulić ją i pogłaskać po włosach rozsypanych na wietrze. Bez zasłon i ukrycia. W wyjęciu całkowitym. Tak potrzebnym mi…

Ma ciepły oddech jaki mnie przenika. Na wylot. Kiedy lecę niesiona wolnym ptakiem mojego anioła na rozpiętych skrzydłach…

Cisza… jest. We mnie.