Zbieram powoli wszystkie fragmenty. Odłamki rozsypane po wszystkich czeluściach pustelni. Duże, małe, średnie… staram się zdążyć przed wiatrem, jaki zaczyna powoli muskać wyjęte z zamknięcia. Powoli nie znaczy słabo… może czuję bardziej, bo na wierzchu… ?

Starannie składam w całość…

to co zostało…

… po zetknięciu mojej rozpędzonej głowy i muru…

Nie pomogło.

Muszę z tym żyć.