Bańki mydlane mojego stworzenia… są kołysane wiatrem wczorajszego oddechu. Biorę szpilkę i nakłuwam patrząc jak nikną rozbryzgując strukturę… Bawi mnie ten porządek. Sekwencja ruchów z zapachem ulotnych już perfum…

Kiedy nie ma tych konstelacji gwiazd złudnych nie daję sobie kroczyć po jutrze tym samym, które było wczoraj. Nie istnieje więc. Bez mojego udziału.

Dziś chcę tylko popczuć wiatr we włosach i jego radość z odczuwania wszystkiego, co po drodze. Jest. Odkryć. Kształt moich skrzydeł. I poczuć ich lot do krainy pragnień.

Każdego dziś…

Lekkość…